poniedziałek, 9 września 2013

Hello school.

Nie pisałam nic przez ten tydzień szkoły bo na prawdę dużo się działo. Zacznijmy jednak od początku. Rozpoczęcie roku szkolnego miałam 3 września i nie odbywało się w szkole. A to dla tego, że mieliśmy rozpoczęcie całym zespołem szkół. Nie było w sumie na nim nic ciekawego oprócz tego, że samo w sobie wyglądało zupełnie inaczej niż w 'normalnych' szkołach. 
4 września poszłam pierwszy raz do szkoły jako jej uczennica. To był dość ciekawy dzień - nie było chwili aby nawet usiąść i lepiej poznać się z klasą. Zaczeliśmy od rozmowy z Basią naszą wychowawczynią. Następnie mieliśmy mieć testy językowe z angielskiego które miały określić do jakiej grupy trafimy. Okazało się, że nauczyciele nie są jeszcze wolni więc pierw będziemy mieli testy z ... drugich języków. WTF?! Jakie testy? Zupełnie nie spodziewając się tego poszłam na rozmowę po francusku - oczywiście poszło tragicznie. Następnie przystąpiłam do testu pisanego - tak.. zdecydowanie słowo 'przystąpiłam' pasuje najbardziej bo napisałam na 10 zadań po połowie dwóch. Po kompletnym załamaniu się zostałam z zaskoczenia zaproszona na rozmowę z angielskiego. I poszło mi na prawdę ŚWIETNIE. Jestem dumna z siebie i z tej rozmowy, na początku trochę się denerwowałam i nie mogłam zrozumieć co do mnie mówią, ale potem się rozluzniłam i zupełnie zatraciłam w opisywaniu swoich zainteresowań i podawaniu powodów dlaczego wybrałam tą szkołe. Test pisany z angielskiego natomiast nie poszedł mi najlepiej.. było to standardowe, na szczęście tym razem 60 pytań z odpowiedziami abcd. O ile pierwsze 25 pytań poszło dobrze to przy 26 mój mózg postanowił się wyłączyć i przestać analizować co tam jest napisane. Końce końców wylądowałam w grupie II czyli przeskoczyłam jeden poziom. Z pre-intermediate na intermediate. I jestem zadowolona. 
W czwartek wreszcie zaczeły się 'normalne' lekcje.. oczywiście pojęcie normalności jest zupełnie inne niż w standardowych szkołach ale tego po prostu nie da się opisać. Trzeba po prostu być na takiej lekcji aby to zrozumieć.
Historia Sztuki... Przyroda x2(nawiasem mówiąc nauczyciel od fizyki jest genialny!), Historia x2, pierwszy angielski... i Seminarium ze Świata Współczesnego - [to coś czego nie ma w innych szkołach, jest to po prostu dyskusja na dane tematy, w tym wypadku związane ze światem współczesnym. Bardzo ciekawe i rozwijające zajęcia.]
Wszystkie te lekcje były kompletnie inne niż te do których przyzwyczaiłam się wcześniej. Nauczyciele nie przejmują się czymś takim jak podanie tematu lekcji. Sama lekcja nie jest nudnym wykładem - mamy różne ćwiczenia, rozważania, dyskusje. Nie trzeba podnosić ręki, mówić do nauczyciela per "Pani/Pan"(oprócz dwóch wyjątków) i ogólnie stresować się tym, że czegoś się nie umie i za chwile zostaniesz zapytany.
Lekcje, szkoła, atmosfera są nieziemskie - na prawdę tego nie da się opisać słowami. Przedmioty za którymi kiedyś nie przepadałam nabierają zupełnie innej rzeczywistości. Pokochałam tą szkołe od samego początku nawet jej nie znajac i teraz, na tym etapie kocham ją jeszcze bardziej.
Jedynym minusem który momentami przeszkadza jest fakt że prawie codziennie mam lekcje od 8:30 do 16:10 [jeśli się uda mi chodzić na dwa języki drugie to będę miała codziennie]. Koliguje to pod takim względem, że po szkole po prostu nie ma na za dużo rzeczy już czasu, wszelkie wizyty u lekarza [np. stomatolog] musze umawiać po godzinie 17:00 co czasem jest trudne. Ale nie zrozumcie mnie źle, to jest fakt który czasem na prawdę pewne rzeczy utrudnia ale ja się bardzo cieszę, że tak jest. Mogłabym siedzieć nawet w tej szkole do 19 i miałabym co robić. Lekcje mijają momentalnie i nawet nie wiesz kiedy upłyneło te 40 minut. To jest niesamowite.
Największym plusem natomiast jest to, że ona sama w sobie spowodowała to, że nie chcę się do niej spóźniać, zrywać się z lekcji, zwalniać czy w ogóle nie przychodzić. Mam poczucie, że jak się nie pojawie w szkole to ominie mnie coś ważnego i cieszę się, że tak jest. Na prawdę kocham tą szkołe.
Od dziś też postaram się pisać coś codziennie - naskrobać nawet kilka słów o dniu, znaleźć te 5 minut aby coś umieścić. Zobaczymy, czy mi się to uda, trzymajcie kciuki!
Ah.. i jeszcze jedno. MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ - musisz po prostu ruszyć tyłek i je zrealizować.

sobota, 10 sierpnia 2013

Szkolne zakupy.

Zostały 22 dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Jestem osobą która raczej już wcześniej myśli o tym, aby zaopatrzyć się w rzeczy które potrzebne będą mi w kolejnym roku szkolnym. A szczególnie jak trafia się taka okazja jak dziś! Jadę sobie z rodziną z nad jeziora i po drodze zajeżdrzamy do Lidla, w którym to znajduje zeszyty których uparcie poszukiwałam. Są to grube [160 kartek!] zeszyty z spiralą z których mogę wyrywać kartki. Kosztowały mnie łącznie 22 złote, gdzie np. w Emipku zapłaciłabym tyle za jeden taki zeszyt... jak nie więcej. 


Dodatkowo najważniejszą rzeczą jest segregator z kartkami w którym to będę miała większość przedmiotów. Po prostu już od dwóch lat za mną coś takiego chodzi i postanowiłam z marzeń przejść do czynów. Kupiłam sobie 2 segregatory i duuuużo kartek do nich. 


Oczywiście rzeczą podstawową na mojej liście do kupienia są teczki - znalazłam takie śmieszne w Carrefourze jakiś miesiąc temu, kosztowały mnie po złotówke za każdą a są bardzo fajne i wytrzymałe. 

Wszystko już zostało postawione na mojej półce którą wcześniej specialnie oczyściłam z innych różnych rzeczy które znajdowały się tam porozrzucane. Dodatkowo odświeżyłam swoją półkę z plecakami i torbami zdobywając plecak który za mną chodzi od miesiąca.

Myślę, że na nowy rok szkolny nie będę już nic więcej kupować, reszte rzeczy mam zdatną po poprzednim roku. Nie mogę doczekać się już szkoły! A 20 sierpnia wybieram się tam aby złożyć wszystkie papiery które w końcu udało mi się uzyskać od byłej szkoły. 

niedziela, 30 czerwca 2013

Progress - podanie o przyjęcie.

W czwartek byłam w szkole i składałam podanie o przyjęcie mnie do liceum i wniosek o dofinansowanie. Hm. I naszły mnie wątpliwości, czy dobrze robię idąc do tej szkoły. Może to w sumie nie tyle wątpliwości, a lęk przez kolejną szkołą... lęk przed kolejnym fiaskiem. Boje się bardzo iść do nowej szkoły - tak już mam, a jednocześnie nie mogę się już doczekać. Chciałabym aby już był serio wrzesień, aby nie musieć stresować się tym, jak to będzie i czy wszystko pójdzie po mojej myśli.
Z drugiej strony - do jakiej innej szkoły bym miała teraz pójść także by się pojawił ten strach.
Co do podania - zostało przyjęte oczywiście, bo to jedynie była czysta formalność i oficialnie jestem uczennicą WLH. Miał do mnie przyjść jakiś e-mail systemowy z informacjami, ale nie przychodzi. Pani Dyrektor powiedziała jednak, że może być jakiś błąd systemu i nie dojdzie.
Jako iż jutro idę do szkoły złożyć brakujące dokumenty do wniosku, może dowiem się trochę więcej o mojej przyszłej klasie.
A tymczasem cieszę się wakacjami.. no dobra, żartuje, raczej kręce się i chwytam każdego zajęcia aby się tylko nie nudzić. Wakacje tak właściwie już mam od 3 tygodni, więc.. no szczerze jestem trochę wynudzona bo wszystko co zrobić planowałam na wakacje już zrobiłam.
Najfajniejszą zabawą było pozbywanie się zeszytów szkolnych. Wreszcie poczułam, że już nic nie wiąże mnie z tą szkołą[moim obecnym liceum]. Jedyne co muszę zrobić to iść odebrać stamtąd papiery... i oddać książke do biblioteki.
Szczerze to zupełnie do mnie nie dociera, że właśnie zostałam przyjęta do mojej szkoły marzeń, być może jak przyjdzie e-mail ze szkoły zrozumiem, że to dzieje się naprawdę i niektóre marzenia serio się spełniają.



poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wielokulturowe Liceum Humanistyczne.

Myślę, że jak wpiszecie sobie w internet to możecie dowiedzieć się dość sporo o tej szkole. Ale ja opisze tu kilka faktów których w internecie nie znajdziecie i kilka które niezwykle w tej szkole mi się podobają.
1. Lekcje zaczynają się o 8:30 - pół godziny dłużej na spanie!
2. Nie ma czegoś takiego jak dzwonki - niecierpie dzwonków, zwłaszcza, że przez gimnazjum również ich nie miałam, budzi to również odpowiedzialność i samodyscypline.
3. Do nauczycieli mówi się po imieniu - mega sprawa, pokazuje to, że nauczyciele też są ludźmi a nie jakimiś starymi zgredami.
4. Lekcje trwają 40 minut - tak wiem, niby 5 minut różnicy, ale z doświadczenia wiem, że to zawsze jest te 5 minut nerwowego oczekiwania kiedy lekcja się skończy.
5. Uczysz się w tej szkole 3 języków! - ja osobiście wybieram jako drugi język francuski a jako trzeci hebrajski.
6. Jest kilka różnych przedmiotów których nie ma w normalnych szkołach np. filozofia i historia sztuki.
7. Nie ma czegoś takiego jak semestr, są trysemestry po których nauczyciele wystawiąją Ci opinie o Tobie a nie puste oceny.
8. Uczysz się tam dla siebie, po to aby umieć - a nie po to aby zaliczyć.
9. Jest 5! godzin angielskiego w tygodniu, 3 drugiego języka i 2 trzeciego.. czekałam na to, serio.. choć nie zawsze mi idzie dobrze z tym angielskim to te 5 godzin tygodniowo będzie zmuszało mnie do systematyczności.
10. Przedmioty ścisłe wyglądają w sposób taki, że w jednym trysemestrze masz dany przedmiot spomiędzy Fizyki, Biologii i Chemii, po 3 godziny tygodniowo. To jest mega genialne, nie musisz się uczyć 3-ch przedmiotów tylko jednego.
11. Jest 6 godzin języka polskiego i aż 4! godziny historii. Marzenie dla humanisty - poważnie, zawsze chciałam mieć więcej historii niż te marne 2 godziny w tygodniu.
12. Jest duuuuuużo wyjazdów edukacyjnych, nie to że zwykłe wycieczki, tylko rzeczywiście wyjeżdża się i poznaje na przykład dany rejon.
13. Klasy są MAŁE ilościowo - myślę, że to najważniejsze, ale gdzieś mi uciekło.. Stwarza to na prawdę indywidualne podejście do ucznia. Z tego co kojarzę, w klasie będę miała nie więcej niż 15 osób, a nawet chyba mniej. Okaże sie we wrześniu.
I serio bym mogła tak wymieniać, wymieniać i wymieniać.. bo ta szkoła jest niesamowita. I.. po raz pierwszy tak bardzo, bardzo nie mogę doczekać się września chociaż jeszcze nawet szkoła sie nie skończyła! Chcę aby ten czas przyspieszył i był już wrzesień.. a potem zwolnił abym jak najdłużej była w tej nieziemskiej szkole.

niedziela, 16 czerwca 2013

Welcome!

Cześć wszystkim! Mam na imię Catherine i od dziś będę opisywać swoją przygodę w wymarzonej szkole.
Nie jest to wyjazd gdzieś daleko, zostaje w Warszawie, w Polsce.. ale myślę, że to może okazać się również ekscytująca przygoda jak te o wyjazdach do Stanów czy innych miejsc.
Otórz, od przyszłego roku szkolnego będę uczęszczać do mojej szkoły marzeń - Wielokulturowego Liceum Humanistycznego. Oczywiście czym ona może się równać od pełnoprestiżowych szkół w Anglii albo gdzieś indziej, ale... ale! Jest to jedno z moich pragnień, więc czemu by je nie spełnić jak mam taką możliwość?
Czemu uważam to za przygodę mojego nowego życia? Ponieważ idąc tam... chcę stać się zupełnie kimś innym. Chcę zacząć wszystko od nowa zacierając za sobą ślad szarej przeszłości. Czy mi się to uda? Zobaczymy! Trzymajcie za mnie kciuki i nie bójcie spełniać swoich nawet małych marzeń...