Tak jak w tytule... Minął pierwszy rok od kiedy chodzę do WLH, a właściwie to nawet już pierwszy trymestr drugiego roku.
W sumie patrze teraz z przymrużeniem oka na to co pisałam wcześniej. Jednocześnie próbuje ponownie odnaleźć w sobie uczucie, gdy ta szkoła była dla mnie marzeniem.
To tak jak z Tantalem - wiecznie dążymy do jakiegoś celu ale nigdy tak na prawde nie dosięgniemy spełnienia, a ten cel może okazać się rozczarowujacy.
Czy chce powiedzieć, że WLH jest dla mnie rozczarowaniem? Teraz, zdecydowanie nie. Ale jeszcze pół roku temu mogłam zdecydowanie tak stwierdzić.
Zacznijmy jednak od początku. WLH jest dokładnie takie jakie opisałam, niezwykłe i totalnie inne. Tylko.. Że dla mnie stało się codziennością i monotonością. Chyba jednak jestem osobą która lubi jak coś ją zaskakuje, coś się zmienia. Dlatego właśnie po pierwszym trymestrze w WLH było mi wraz z upływem czasu coraz nudniej.
Przyznam szczerze, że powodowało to iż nie chodziłam do szkoły a pod koniec roku miałam problemy z zaliczeniami wynikającymi z nieobecności. Skończyło się poprawką z polskiego w sierpniu, którą oczywiście zdałam na tyle dobrze, że wylądowałam z 3 na koniec. :) W końcu wszystkiego trzeba spróbować.
Obecnie szkoła dla mnie jest miejscem do którego chodzę po wiedzę i po to aby spotkać znajomych. Aby zobaczyć swoich nauczycieli i z nimi pogadać. Wiedza jest dodatkiem do ludzi i akcji które dzieją się w mojej szkole dodatkowo.
To wszystko sprawia, że na prawde kocham WLH i nie wyobrażam sobie chodzenia do innej szkoły.
środa, 10 grudnia 2014
Po roku nauki pora na podsumowanie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz